Bajka

Ben uwielbiał być w naturze. Wędrował od czasów nastoletnich. Zaczęło się od popołudniowych wędrówek po lasach lokalnego parku. Bycie na świeżym powietrzu, słońce przebijające się przez liście, wiatr w drzewach i dźwięki ludzkości na drugim planie – to była ucieczka Bena, jego Niebo.

Z biegiem czasu dźwięki ruchu ulicznego i innych ludzi, choć stłumione, nadal naruszały jego zmysły. Zaczął szukać bardziej odludnych miejsc do wędrówek, próbując uciec przed światem i dźwiękami człowieka. Wędrówki przeszły z innych parków w góry. Niestety, szlaki górskie zazwyczaj były pełne ludzi. Nie w kolejce jak w sklepie czy do atrakcji, ale nie mógł przejść dnia wędrówki bez spotkania kogoś. Był też hałas samochodów na najbliższej drodze lub samolotu przelatującego nad głową.

Dźwięki nie denerwowały go tak bardzo, jak chciał znaleźć miejsce, gdzie mógłby spędzić jeden dzień bez słyszenia świata zewnętrznego. Kiedy nie pracował, wędrował. Jego wakacje składały się z wędrówek po różnych stanach i krajach, zawsze szukając tej ciszy, która pozwalała słyszeć tylko dźwięki Ziemi.

Wszystkie te wędrówki utrzymywały go w doskonałej formie. Mimo że miał czterdziestkę na karku, miał ciało dwudziestolatka. Brzuch był sześciopakiem, nogi napięte i umięśnione. Miał ramiona silne, ale nie przesadnie muskularne.

Miał swój udział w kobietach zainteresowanych nim, ale po pierwszej wspólnej wędrówce zawsze znajdowały powody, by być zajętymi i ostatecznie znikały.

To oznaczało, że nie miał wielu drugich randek, co oznaczało też mało seksu.

Nie przeszkadzało mu to zbytnio. Frustracja dawała mu napęd do więcej wędrówek, by spalić tę energię. Ale nie miałby nic przeciwko okazjonalnemu seksowi. Minęło tyle czasu, że zapomniał, kto zostaje związany, jak żartował jego najlepszy przyjaciel.

_____________________________________________

Ben zdecydował się na łatwą wędrówkę podczas wakacji w Anglii pewnego lata. Więc poszedł wędrować po Forest of Dean. Wiedział, że to nie najgłębszy las ani najdalej od cywilizacji. Ale słyszał, jak stare są te lasy i po zobaczeniu tylu zdjęć, dodał je do listy miejsc do odwiedzenia podczas objazdu hrabstwa.

Lasy były ciemne, głębokie i stare, drzewa pokręcone i sękate, pełne charakteru. Prawie jakby słyszał, jak mówią, przechodząc przez ich świat. Dźwięk skrzypiących gałęzi i pni poruszających się z wiatrem brzmiał jak symfonia dla jego uszu.

Wędrował tak daleko w las, jak pozwalały ścieżki, potem poszedł głębiej. Dalej i dalej od dróg i parkingu, głębiej w ciszę lasu.

Było późne popołudnie i od godzin nie widział człowieka. Był w swoim szczęśliwym miejscu. Jedna stopa przed drugą, jedyny dźwięk to rozmowy drzew i jego oddech.

Las nagle otworzył się na polanę. Przestrzeń pokrytą kwiatami. W środku stał jeden pradawny wyglądający drzewo. Pień był pokręcony, sękaty i gruby. Wydawał się wyższy niż wszystkie inne drzewa w lesie, a gałęzie tworzyły baldachim pokrywający i chroniący polanę jak wielki naturalny parasol.

Gdy Ben chodził wokół pnia, podziwiając historię w jego charakterze, zauważył, że korzenie uformowały coś jak naturalny fotel. Miało warstwę mchu i wydawało się idealnie na jego miarę.

Normalnie mógł wędrować większość dnia bez przerwy. Ale nagle czuł się wezwany, by usiąść i odpocząć w tej naturalnej oazie. Zdał sobie sprawę, że nie słyszy żadnych dźwięków zrobionych przez człowieka. Było naprawdę cicho, tylko bryza przez drzewa przerywała ciszę.

Zrzucił plecak, wziął manierkę i usiadł na swoim drzewianym fotelu. Nie powinno być tak wygodne. Powinien czuć wilgoć mchu i twardość korzeni pod sobą. Zamiast tego czuł się jak na najmiększym materacu i dopasowywał się do ciała, tuląc go. Wypił łyk wody i spojrzał na pień drzewa przez baldachim gałęzi i liści. Słońce schodziło po niebie, światło przecinało drzewa, oświetlając liście po zachodniej stronie, jakby drzewo świeciło od wewnątrz.

To było hipnotyzujące, gra świateł przez poruszane liście. Plamki słońca zmieniały się i przekształcały z każdym szeptem wiatru. Było hipnotyczne i Ben szybko zasnął.

____________________________________

Obudził się, niepewny ile spał. Była noc, ale Ben zdał sobie sprawę, że nadal widzi dzięki promiennemu światłu emitowanemu przez samo drzewo. Spojrzał znów w gałęzie i zobaczył iskry czegoś, nie wiedział czego, unoszące się przez liście baldachimu. To było najbardziej niesamowite, co widział w swoich podróżach.

Słyszał o świecącym planktonie w oceanach. Niektóre ryby świecą. Świetliki iluminują się. Ale nigdy drzewo, które świeci. Było naprawdę hipnotyzujące i cudowne, patrzenie na nie dało mu spokój ducha jakiego nigdy nie doświadczył.

Gdy dalej patrzył z podziwem na to cudowne dzieło natury, jedna plamka światła zaczęła poruszać się w wzorze przeciwnym do innych w gałęziach.

Śledził ją i patrzył, jak spiraluje wokół pnia, w gałęzie i liście, coraz niżej ku niemu. Gdy dotarła, stawała się jaśniejsza aż prawie zbyt jasna do patrzenia.

Zawisła przed twarzą jakby patrzyła z powrotem. Ale to nie miało sensu, bo jak światło może patrzeć? Mimo to czuło się jak badanie. Podniosła się wyżej na czubek głowy, potem wirowała wokół i nad nim, unosząc się nad każdą częścią ciała. Gdziekolwiek szła, czuł najlżejszy wstrząs jak piórko na skórze. Jak blisko generatora Van de Graaffa.

Światło pokryło każdy cal od włosów po palce i z powrotem, zatrzymując się przed twarzą.

Powoli światło przygasło i Ben zaczął dostrzegać szczegóły gościa. Nie wierzył oczom. Światło krzepło w kształt kobiety… z skrzydłami. Prawdziwa wróżka unosiła się przed nim. Skrzydła lekko rozmyte wibrujące by utrzymać ją w powietrzu.

Myślał, że śni.

„Nie śnisz”, powiedziała cieniutkim głosikiem.

„Nie śnię czego?”, zapytał.

„Śnienia”, powiedziała.

„Skąd wiedziałaś…”, zaczął pytać.

„Co myślałeś?”, dokończyła za niego.

„Dokładnie”, odparł.

„Jestem tu od bardzo dawna. To nie pierwszy raz gdy pokazuję się waszemu rodzajowi”, powiedziała.

„Bardzo dawno?”, zapytał. „Nie wyglądasz na dzień starszą niż osiemnaście.”

Uśmiechnęła się. „Dziękuję uprzejmie, i nie że dziewczyna dzieli się wiekiem, ale mam ponad sześćset lat.”

Ben przyjrzał się bliżej. Miała jasnorude włosy w krótkim boba idealnie oprawiającym twarz. Sukienka z liści strategicznie umieszczonych, ledwo na przyzwoitość. Na piersiach cienka linia w dół przez pępek i rozchodzącą się na krocze jak majtki bikini. Ramiona i nogi szczupłe gładkie, skóra błyszcząca jak rosa na płatkach. Piersi większe niż rama pozwalałaby utrzymać wyprostowane. Z drugiej strony nie powinna latać, więc magia.

Zaczął się zastanawiać jak wyglądałaby bez liści.

„Wyglądam bardzo podobnie, ale naga”, powiedziała.

Nie był pewien czy czyta w myślach, ale rano nie wierzył w wróżki.

Zarumienił się gdy dotarło co powiedziała.

„Eee, dlaczego to powiedziałaś?”, zapytał.

„To co myślałeś, prawda? To co każdy mężczyzna któremu się pokazałam myślał. I niektóre kobiety. To ok, nie przeszkadza mi. To trochę dlaczego się pokazałam. Dlaczego cię tu przyciągnęłam”, powiedziała.

Pomyślał chwilę. Wiedział że pociągnęło go do tych lasów bez powodu. Wydawało się dobrym pomysłem. Jak ciągnięty do odwiedzenia. Są dziwniejsze rzeczy na niebie i ziemi.

„Więc co mówiłaś o nagości?”, zapytał, chcąc skierować rozmowę na tor zrozumiały dla mózgu. Wyobrażając to poczuł penisa twardniejącego w spodenkach. Dawniej długa wędrówka lub zimny prysznic. Ale ciemno, prysznic w hotelu milę dalej.

„Och, wyglądam trochę tak”, rozłożyła ramiona i liście opadły odsłaniając najdoskonalszą figurę jaką widział, w miniaturze. Piersi z najsłodszymi sutkami twardniejącymi na powietrzu. Na pełnowymiarowej kobiecie DD. Brzuch płaski idealny. Światło skrzydeł rzucało cień na szparę między nogami zasłaniając malutką cipkę. Wyobraźnia przejęła.

„Jesteś piękna”, powiedział. „Niesamowita nawet. Nie widziałem doskonalszego ciała w życiu. Co nie dałbym by cię przelecieć.”

„Więc dlaczego nie?”, zapytała.

„Bo po pierwsze nie jesteś prawdziwa. Wiem że mówisz nie śnię, ale wróżki nie istnieją. Po drugie różnica rozmiaru problematyczna. Po trzecie nie wiem od czego zacząć. Po czwarte mój penis nie zmieści się w tobie nigdzie i skończę sfrustrowany. Mogę to zrobić w hotelu, dziękuję.”

„Istnieję mimo co myślisz. Rozmiar nie problem. I uwierz, nie wrócisz sfrustrowany. Wręcz przeciwnie, bardziej zadowolony niż z ludzką kobietą. Może nie zechcesz odejść.” Powiedziała z cwaniackim uśmiechem. Potem uniosła ręce, objęła cycki i podniosła ku niemu. Ręce powoli ściskały i masowały pokazując elastyczność.

Logiczna strona nie odpuszczała powodów przeciw. Potem patrzył jak ręka zsuwa się po jędrnym brzuchu do V między nogami. Zleciała nisko aż usiadła na wybrzuszonym kutasie. Podniosła nogę i przesunęła palce po nagiej cipce. Palec rozchylił wargi i wsunął się. Oczy wywróciły się, plecy wygięły wypychając nagie cycki ku niemu.

Widok tej malutkiej magicznej nagiej bogini masturbującej się był za dużo i jego chuj szarpnął w spodenkach. Podniósł wróżkę z nóg i uniosła się kilka cali od ciała.

Otworzyła oczy i spojrzała w górę. „No, co myślisz? Chcesz dowiedzieć się jak to jest seks z wróżką? Nie chcesz dotknąć tego ciała? Obiecuję, doprowadzę cię na krawędź i dojdziesz w sposób jakiego nie wyobrażasz.”

Od tak dawna bez seksu libido Bena spoliczkowało logikę do niekoherencji i przejęło.

Schylił się i ostrożnie owinął palce wokół ciała wróżki. Podniósł bliżej twarzy i oczy powędrowały po każdym calu nagiego ciała.

Pierwsze co zrobił to to co krążyło w głowie od opadnięcia liści. Wziął każdą stopę między dwa palce i delikatnie rozchylił nogi. Ona zabrała rękę z cipki gdy wystawił język i podniósł do ust.

Z najlżejszym naciskiem przyłożył do czubka języka i polizał między udami, w górę przez szparkę cipki, po płaskim brzuchu do nabrzmiałych cycków.

Doświadczenie było tak niesamowite bez słów. Jak lizanie wysuszonej kwaskowej landrynki. Smakował soki z cipki i na czubku języka eksplodowały na kubkach smakowych, mnożąc się spływając do gardła. Skóra smakowała miętą i cynamonem. Na cyckach jakby miały własny umysł. Poruszały się z ruchem i wydawało mu się że próbują złapać język i wciągnąć w dekolt.

„To było… niesamowite? Słowo za małe. Nie wiem czy jest słowo wystarczająco duże na to co się stało”, powiedział trzymając przed twarzą.

Skóra zalśniła mocniej gdy tęcza kolorów tańczyła pod skórą. Subtelna ale cały widmo. Pięknie i dodawało hipnozie.

„Dzięki. Też mi się podobało. Kontynuować? Jestem dla każdego życzenia. Nie martw się rozmiarem. Mocniejsza niż wyglądam i z lasu. Powiedz gdy moja kolej oddać”, powiedziała.

Ben przyniósł z powrotem do ust i tym razem rozchyliła nogi. Skrzydła zawibrowały i poczuł lekkie szarpnięcie więc puścił stopy. Gdy wystawił język wleciała, rozłożyła nogi szeroko prawie szpagat i usiadła na czubku. Sięgnęła między nogi i rozciągnęła wargi cipki ekstremalnie, otwierając malutką cipę szerzej niż myślał możliwe. Puściła i z klaśnięciem zacisnęły się na języku uwięziwszy go. Magiczny smak popłynął do ust i patrzył krzyżowozrocznie jak ciało unosiło i opadało, rżnąc czubek języka.

Patrzył jak pcha biodra mocniej aż wydawało się liże płuca. Tyle języka w malutkim ciele niesamowite lepsze niż jakakolwiek kobieta. Smak zmieniał się jak kolory pod skórą. Nuty bazylii sosny klonu i setki innych. Pomyślał 'Gdyby butelkowała sok z cipki zarobiłaby miliony’.

„Myślałam o tym”, odparła na myśl. „Ale świat by wiedział o nas. To jedna z pierwszych zasad. Nikt nie może wiedzieć prócz tych którym się pokazujemy.”

Odpuścił, zamknął oczy i oddał się lizaniu wróżkowej cipki.

Podskakiwała używając go do przyjemności. Pochyliła się i cycki pocierały czubek nosa podczas rżnięcia ust.

uczucie smak zapach szły do mózgu napędzając hormony. Kutas twardszy niż kiedykolwiek boleśnie. Wydawał się większy. Nie widział ale czuł powietrze na żołędzi wystającej ze spodenek.

Kilka minut błogości i poczuł małe rączki bijące policzki gdy dojrzewała na języku. Potop soku smakował najsłodszą czekoladą spływając do gardła. Jęknął i wibracja przeszła do cipki. jęknęła i pchnęła całą siłą w dół prawie połykając cały język. Usłyszał pisk 'Tak tak tak! Pieprz mnie pieprz. Tak dobrze!’

Potem zwisała bezwładnie. Tak długo nieruchomo że nie wiedział czy oddycha. Czubkiem palca wskazującego pogładził nogi wzdłuż szpary ciasnej dupki do pleców. Poczuł wdech wydech i odetchnął.

Ostrożnie podniósł i wargi zsunęły się po języku zamykając się z plaśnięciem do oryginału.

„Dobrze ci?”, zapytał.

Otworzyła oczy półprzymknięte usta w westchnieniu 'Och zdecydowanie. Dawno u mnie’.

„Jak dawno?”, zapytał myśląc że u niego 5 lat bez seksu.

Zaśmiała się. 'Pięć lat. Urocze. Ostatni raz coś między nogami nie z tego drzewa 1874.’

Ben zakasłał. 'Powiedziałaś 1874?’

’Mówiłam ponad 600 lat. Ale nasza część lasu nie dla wszystkich. Ukrywamy. I nie każdy słyszy wezwanie. Wielu mogło znaleźć pokój ale zbyt zajęci światem zewnętrznym.’

’Gotowy na swoją kolej? Chcesz poczuć co mogę?’

Kutas Bena drgnął. Skinął.

Zleciała do kutasa który urósł prawie 2 cale więcej. Cała żołądź i część trzonu z pantalony. Żołądź ponad pępkiem nowość.

Ręce zrobiły wzór i pasek sam się rozwiązał. Ale rękami rozpięła suwak. Powoli odsłaniając frakcję cala po calu. Ciało równolegle do trzonu twarz nad nagą skórą. Czuł oddech muskający penisa ciepło przenikające cały opuchnięty członek.

Picture of Secret Sex Story

Secret Sex Story

Dodaj komentarz