Do X
Na zewnątrz było przejmująco zimno, ale śnieg przestał padać. Ulice zostały odśnieżone, życie wracało do normy.
Maxine powoli moczyła się w wannie. Było ku temu dwa powody. Po pierwsze, nienawidziła zimna. Urodzona i wychowana na Kubie, nie znała ani zimna, ani śniegu. Była muzykalnym cudem i jej nauczyciel wiolonczeli wierzył, że przewyższy du Pré, a nawet Rostropowicza. Kiedy nadszedł wreszcie czas na zaawansowane wykształcenie muzyczne, ojciec Maxine pociągnął wszystkie sznurki, jakie mógł, by ją przyjęto do Konserwatorium Moskiewskiego. Chociaż Związek Radziecki dawno przestał istnieć, a relacje z Rosją się załamały, ojciec wciąż miał koneksje, które załatwiły jej stypendium.
Pierwsza zima Maxine w Moskwie była brutalna i nauczyła się na własnej skórze, jak poruszać się w głębokim mrozie, bo nie miała pojęcia, jak się odpowiednio ubrać ani jak radzić sobie z ciałem w zimnie. Osiemnastolatka sama w zimnym obcym kraju czuła się bardzo samotna, dopóki nie spotkała Katii. Wysoka i blond z szerokimi rosyjskimi kośćmi policzkowymi, zawsze w ruchu, zawsze trochę za dużo, ale zawsze gotowa pomóc, załatwić i zająć się wszystkim, Katia wciągnęła Maxine w swoją orbitę i do swojego łóżka. Maxine nigdy wcześniej nie była z dziewczyną i uznała to doświadczenie za wysoce wyzwalające. Po pewnym czasie Maxine poinformowała jednak Katię, że interesują ją też mężczyźni, i zasugerowała, że może znajdą kogoś, kogo mogłyby dzielić, nadal ciesząc się sobą nawzajem.
„Ciekawe myśli”, powiedziała Katia, „i na pewno możemy to zrobić, ale zdradzę ci sekret. Czym zajmuję się zawodowo?”
Maxine sama się nad tym zastanawiała i w pewnym momencie założyła, że Katia ma zamożnych rodziców, którzy dają jej pieniądze, kiedy potrzebuje. Jak wyjaśniła Katia, tak nie było, i utrzymywała się, prowadząc dochodową agencję escortową.
„A teraz popatrz na siebie!” Wytargała Maxine z łóżka i zaciągnęła do lustra. „Spójrz na siebie, jakbyś była mężczyzną, rosyjskim mężczyzną.” Maxine, piękna jak była, z oczami wielkimi, bezpośrednimi i intensywnymi jak palące kasztany, karmelową skórą, pełnymi ustami, warkoczami dreadlocks spływającymi jak wodospad po jej gimnastycznym ciele, jej niezwykle wydłużonymi sutkami sprawiającymi, że jej jędrne piersi ostro wskazywały w niebo nad horyzontem, wszystko to czyniło ją najbardziej egzotyczną kobietą, jaką można znaleźć w Moskwie i być może w całej Rosji.
„Ci mężczyźni”, ciągnęła Katia, „zapłaciliby każde pieniądze, by cię mieć, a ze mną u boku zadbam, byś nie musiała spotykać żadnych z tych sadystycznych, czy rasistowskich skurwysynów, z którymi czasem musimy mieć do czynienia.”
Maxine była zaskoczona, jak bardzo ta sugestia ją podnieciła, ale zawahała się. Katia zrozumiała.
„Jesteś dobrą dziewczyną”, powiedziała, „a dobre dziewczyny robią to samo co złe dziewczyny, tylko robią to lepiej. W porządku, jeśli nie chcesz, i w porządku, jeśli spróbujesz i ci się nie spodoba, ale myślę, że ci się spodoba i że mogłabyś być w tym naprawdę świetna, tak jak we wszystkim, co robisz.”
Katia miała rację. Była świetna. To było wtedy. A teraz? Teraz była żoną Jonathana, słynną wiolonczelistką, jedną z najlepszych. Prowadziła zabiegane życie pełne koncertów, występów z wielkimi orkiestrami i prominentnymi dyrygentami. Ale nikt nie wiedział, że zachowała swoje drugie życie, życie hedonistycznej kurtyzany. Podejmowała wszelkie środki ostrożności, by to ukryć. Jej klienci nie mieli pojęcia o jej prawdziwej tożsamości. Nigdy nie spotykała ich publicznie, żadnych kolacji, wspólnych podróży czy ofert fly-me-to-you. Wszystkie ustalenia online dla usług incall. Dokładnie weryfikowała klientów i spotykała ich w swoim pokoju hotelowym przy słabym oświetleniu, dbając o niepoznanie. Miała stałych klientów, ale kochała dreszcz nowych mężczyzn. Żądała najwyższych stawek, bo czerpała szczególną przyjemność z tego, że mężczyźni płacą za nią. I zawsze dbała, by dostali wartość za pieniądze.
Mężczyzna, którego spotkała wczoraj w nocy, był nowym klientem. Pieprzyli się całą noc, podczas gdy ona wyciągała z niego nielegalne pragnienia i fantazje, by je kolejno realizować aż do jego całkowitego wyczerpania. I to był drugi powód, dla którego powoli moczyła się w wannie: musiała fizycznie i psychicznie oddzielić się od tego przedsięwzięcia.
„Co chcesz na obiad?” zapytał Jonathan, gdy wyszła z łazienki. „Naprzeciwko jest dobra restauracja z owocami morza.”
Pół godziny później, czekając na zamówienie, Maxine zapytała Jonathana o wczorajszą noc.
„Był tu zoo, ledwo dało się dostać drinka przy barze. Dobrze, że Lisa miała stolik przy barze”, powiedział.
„Lisa i Carl byli tu wczoraj? Myślałam, że przyjadą dopiero dziś.”
Jonathan wyjaśnił.
„Więc… ty i Lisa, dobrze się bawiliście razem?”
To był żart; chciała go tylko trochę podrażnić, ale po jego minie Maxine zdała sobie sprawę, że sprawa jest poważniejsza.
„Pieprzyłeś się z Lisą wczoraj?” miała zapytać, ale nagle się powstrzymała. Wiedziała, że nie potrafi kłamać, przynajmniej nie jej. A wtedy musiałaby zareagować i postawić się w pozycji hipokrytki, biorąc pod uwagę, że sama spędziła noc pieprząc obcego faceta.
Maxine poczuła zazdrość, jak często podczas koncertów Jonathana z tymi kobietami pakującymi się w pierwszych rzędach i patrzącymi na niego z uwielbieniem szczurów idących za szczurołapem z wydętymi ustami, łzawiącymi oczami i kapiącymi cipkami. Dobrze wiedziała, co mógł zrobić z nimi jego skrzypcami.
Poczuła się też zdradzona przez Lisę, którą naprawdę lubiła i prawdopodobnie trochę bardziej, w inny sposób niż pozwalały normy, gdyby je kiedykolwiek przestrzegała. Napad na Lisę stworzyłby tylko problemy, podczas gdy zachowanie spokoju mogło otworzyć szansę. A tej szansy nie należało przegapić.
Wszystkie te myśli i rozważania przemknęły przez umysł Maxine z prędkością światła, a podczas gdy Jonathan mamrotał coś o Lisie biorącej prysznic w jego pokoju hotelowym i piciu z Australijczykami, Maxine już uknuła plan.
Przeprowadzili lunch dyskutując o sprawach rodzinnych jak każde małżeństwo.
„Jak pamiętam, jest tu niedaleko sklep La Perla”, powiedziała Maxine. „Pójdę zobaczyć. Chcesz iść ze mną?” zapytała zapraszająco.
„Cholera, chętnie”, odparł Jonathan szczerze; wiedział, jak Maxine uwielbiała swoją bieliznę, nosiła ją z pełnym talentem prawdziwej artystki. „Niestety nie mogę. Mam spotkanie z Andrisem. Chce omówić nasz letni program dla Tanglewood.”
„Nie mogę konkurować z dyrektorem muzycznym Boston Symphony. Twoja strata jednak”, i wtedy niby mimochodem, „Myślę, że powinniśmy zaprosić Lisę na kolację z nami. Jak mówiłeś, Carl przyjeżdża dopiero jutro, może być samotna. No, może nie kolacja, ty i ja potrzebujemy czasu na rozmowę, ale powiedz drinki po kolacji i może mała próba we trójkę. Co myślisz?”
„Dobry pomysł, zdecydowanie, zdecydowanie…”
„Dobrze, zadzwonię do niej. Kocham cię.”
* * *
We trójkę siedzieli przy barze. Maxine prowadziła rozmowę, trzymając Lisę w centrum uwagi. Jonathan poczuł ulgę, bo Maxine nie wykazała zainteresowania wydarzeniami z wczoraj. Drzwi się otworzyły. „O nie”, powiedziała Lisa, „Déjà vu jeszcze raz.” Australijczycy w garniturach i krawatach weszli. Uśmiechnęli się do Lisy i pomachali Jonathanowi, podeszli do stolika i zostali przedstawieni Maxine. Wydawali się mili i bardzo uprzejmi, ale Maxine wyczuła, że ich obecność krępuje Lisę.
„Powinniśmy wkrótce iść popracować nad próbą”, powiedziała Maxine przepraszająco po kilku minutach. Australijczycy przenieśli się do innego stolika, muzycy odeszli.
Déjà vu jeszcze raz, pomyślała Lisa wchodząc do pokoju hotelowego Jonathana i teraz Maxine, ale tym razem nic nie powiedziała.
Na próbę zagrali trudny fragment z drugiego ruchu Ósmej Kwartetu Szostakowicza. Wyszło pięknie, czuli się szczęśliwi i zrelaksowani.
„Mam pomysł na encore”, powiedziała Lisa, „a co jeśli spróbujemy Libertango Piazzolli?”
„Bez fortepianu?” zapytał Jonathan.
„Zaproszę Sonyę Ku, wygląda na to, że nas dwoje to za mało dla ciebie”, odparła Maxine siadając obok Jonathana. „Wiem wszystko”, szepnęła nagle mu do ucha, „i nie mówię o Sonyi Ku.”
Nie wiedząc jak zareagować, Jonathan nalał drinki wszystkim – szampana damom i koniak sobie.
„Byliście dziś na zakupach bielizny?” Lisa zauważyła, że łóżko jest zajęte przez kilka toreb La Perla.
„Zrobiłam wszystkie zakupy, Jonathan był AWOL. Chcesz zobaczyć, co kupiłam?”
Chichocząc jak nastolatki, kobiety zabrały się za rozpakowywanie papieru i otwieranie pudeł.
„O cholera, wygląda na to, że dali mi zły rozmiar stanika. Ten jest dla mnie za duży.” Maxine trzymała niebieski jedwabny stanik z czarnym haftem frastaglio. „To może być twój rozmiar, chcesz przymierzyć? Hej, podrażnijmy Jonathana”, jakby nagle jej się to nasunęło, „Ty założysz ten niebieski komplet, a ja biały.” I zanim Lisa zdążyła zaprotestować, Maxine zgarnęła całą bieliznę i weszła do łazienki. Lisa, pół zahipnotyzowana tym wybuchem energii, poszła za nią.
W łazience, widząc się nagie po raz pierwszy, kobiety zdały sobie sprawę, że zaprezentują się Jonathanowi, dając mu okazję do porównania i oceny ich jako obiektów kobiecych. Ta myśl była podniecająca, zwłaszcza że byłaby to ocena ex-post – był cielesny z każdą z nich, wiedziały o tym, ale dotąd w tajemnicy przed sobą nawzajem.
„Pozwól mi ci pomóc”, powiedziała Maxine odpinając stanik Lisy. Zbliżając się do Lisy, poczuła zapach jej włosów. „Twoja skóra jest jak jedwab.” Dotknęła ramienia Lisy grzbietem dłoni, „a twoje cycki są przepiękne”, ciągnęła, delikatnie przesuwając palce po konturze piersi Lisy. Lisa została zaskoczona tym dotykiem, ale w duchu chwili wydawało się to naturalne i całkiem przyjemne.
„Więc, jaka jest historia z tobą i tymi Australijczykami?”
„Właściwie, Maxine, nie sądzę, żebym powinna na to odpowiadać.”
„Masz rację, to nie moja sprawa”, powiedziała Maxine podchodząc bliżej do Lisy i patrząc jej prosto w oczy. „Jednak ty pieprząca się z moim mężem jest moją sprawą”, kontynuowała, zbliżając się jeszcze bardziej, utrzymując ten palący kontakt wzrokowy i nagle wsuwając rękę w majtki Lisy. „Pożyczyłaś mojego męża i jesteś mi winna.” Zdezorientowana, zawstydzona, przytłoczona, podniecona, zahipnotyzowana i bardzo mokra, Lisa stała nieruchomo, pozwalając środkowemu palcowi Maxine zbadać jej cipkę. „A to dopiero zaliczka”, powiedziała, penetrując ją drugim palcem i całując Lisę w usta.
Ku własnemu zaskoczeniu Lisa oddała pocałunek. Maxine cofnęła rękę i oblizała palce.
„Sprawię, że zapłacisz hojnie za to i będę się cieszyć każdą chwilą.”
„Co chcesz, żebym zrobiła?”
„Wszystko.”
Jonathan bawił się stacjami Spotify, gdy Lisa i Maxine wróciły do pokoju. Biały stanik, majtki i pończochy podkreślały karmelowy odcień skóry Maxine. Niebieski emaliowany motyl latający w deszczowym lesie jej dreadlocks pasował do niebieskiego kompletu stanika i majtek Lisy. W zdumieniu i podziwie Jonathan kliknął play i „Oblivion” Piazzolli wypełniło powietrze.
Lisa, fanatyczka tanga, złapała aluzję, wzięła łyk koniaku z kieliszka Jonathana, odwróciła się do Maxine i wykonała nieskazitelne cabeceo zapraszając ją do tańca. Po dwóch okrążeniach wokół Jonathana dziewczyny wyciągnęły go z krzesła do tańca.
„Oblivion” nastąpiło „Libertango.” Jonathan poczuł się przytłoczony; nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji z dwiema kobietami i na pewno nie z żoną i kochanką. Próbował zebrać zmysły.