Czerwone światła migały. Syreny wyły, domagając się uwagi, zagłuszając stały jęk silnika grawitacyjnego. Zpanikowani ludzie szybko przechadzali się z jednego końca stacji na drugi. Sytuacja na pokładzie The Horizon nie wyglądała dobrze. Mimo to Alan Coley uznał, że to idealny moment, by usiąść i wypić kubek rozpuszczalnej kawy.
The Horizon był supernowoczesnym obserwatorium słonecznym na orbicie wokół gwiazdy 3820-Sagittae. Głównym celem obiektu było zbieranie danych na temat przechwytywania energii i jej zastosowań; wszyscy na pokładzie byli albo naukowcami, albo inżynierami. Alan należał do tych drugich. Jego specjalnością było utrzymanie osłon słonecznych; dużych, odbijających paneli chroniących The Horizon i jego mieszkańców przed przerażającymi temperaturami i promieniowaniem ze strony 3820-Sagittae.
Gdy Alan dopijał dno kubka, rozległ się komunikat transmitowany po całej stacji.
‘Alan Coley, proszę zgłosić się na Mostek. Alan Coley.’
Z niechętnym westchnieniem Alan opróżnił kubek i udał się na mostek.
~~~
‘Cóż, masz rację: to problem,’ potwierdził Alan. Stał na Mostku otoczony zaniepokojonymi meteorologami i ludźmi o oficjalnym wyglądzie. Na ekranie przed nim migały duże czerwone litery z napisem „flara słoneczna nieunikniona.” Niespodziewanie, była to pierwsza sytuacja, w której aktywność słoneczna zagrażała stosunkowo nowej stacji.
‘Ale dobra wiadomość jest taka, że wszyscy bierzecie to zbyt poważnie,’ powiedział Alan z znudzonym ziewnięciem.
Dziesiątki osób na Mostku odetchnęły z ulgą. Alan widział, jak zmartwienie znika z ich twarzy.
‘Co mam na myśli,’ wyszczerzył się Alan, ‘to że bierzecie to zbyt poważnie, bo po prostu wszyscy jesteśmy przeleceni.’
Panika powróciła do oczu meteorologów. Alan złapał stalowe spojrzenie kapitana stacji, Astrid Reener, z tyłu Mostka. Jej szare oczy wpatrywały się w niego, prowokując do kontynuowania.
‘Pozwólcie, że to wyjaśnię,’ powiedział Alan, zerkając na Kapitana. ‘Jeden i pół biliona ton superrozgrzanego plazmy zostanie wyrzuconych z prędkością pięciuset kilometrów na sekundę prosto na nas. Ta stacja nie przetrwałaby długo bez naszych osłon słonecznych; w rzeczywistości bez nich zostalibyśmy usmażeni miesiące temu. Ale rzeczywistość jest taka, że w momencie wyrzutu The Horizon znajdzie się dokładnie na drodze tego, co nazywa się prominence.
‘Jestem pewien, że pamiętacie ten obowiązkowy filmik wprowadzający, który musieliśmy obejrzeć przed zatrudnieniem. Pamiętacie nagranie ogromnej pętli ognia wybuchającej z powierzchni gwiazdy? Tak, to była prominence.’
Meteorolog w średnim wieku z potem perlistym na czole wydukał pytanie. ‘Więc co sugerujesz, że zrobimy?’
‘Nie jestem tu szefem, jestem tylko inżynierem,’ powiedział Alan, przewracając oczami. ‘Jedyną pewnością jest to, że mamy mniej niż trzy godziny życia; dlatego jeśli macie dalsze pytania, znajdziecie mnie w jadalni przy moim ostatnim drinku.’
Gdy Alan opuszczał mostek, czuł chłodne sztylety wzroku Astrid Reener, podczas gdy hydrauliczne drzwi sykająco się zamykały.
~~~
Nieszczęśliwie dla Alana, jedyny alkohol na pokładzie był w proszku i wymagał dodania wody przed wstrząśnięciem i podaniem jako coś, co słabo przypominało oryginał. Mimo to Alan przygotował sobie szkocką i wspiął się na stołek.
‘Mogę się dosiąść?’
Alan nie odwrócił się. ‘Co słychać, Kap?’ zapytał, stukając palcami w skroń w udawanym salucie.
‘Przestań z tym gównem, Coley,’ warknęła Astrid, siadając obok niego.
Siedzieli w milczeniu. Kapitan Astrid Reener pochodziła z znanej rodziny wojskowej zarządzającej dużym pływającym posterunkiem nad planetą New Phaeton. Alan słyszał plotki, że powód, dla którego Astrid została przydzielona do nadzorowania grupy naukowców, to kłótnia z ojcem. Nie był pewien, czy to prawda, ale Alan myślał, że gdyby tak było, wyjaśniałoby to jej stalową postawę i surowe skłonności.
‘Jeśli udowodni siebie tutaj, prawdopodobnie będzie jej wolno wrócić,’ pomyślał Alan.
Alan wcisnął twarz w plastikowy blat i leniwie patrzył, jak Astrid dolewa wodę do srebrnego woreczka z suszoną whisky. Jej oczy były zaskakująco piękne; błyszczały podobnie jak srebrne iskierki w blacie. Włosy miała związane dla wygody, a granatowy mundur wyprasowany i schludny.
Astrid przyłapała Alana na gapieniu się, ale zamiast to skomentować, siedziała tam z zirytowaną miną.
‘Wiesz, spędziłam prawie godzinę, próbując uspokoić tych trajkoczących naukowców,’ powiedziała w końcu swoim głębokim, lecz kobiecym głosem. ‘Gdybyś był trochę milszy, może nie musiałabym marnować jednej ze swoich cennych godzin na tych worki z potem. Naprawdę brakuje ci empatii.’
‘Ty też nie jesteś aniołem, Kapitanie. Szczerze nie lubię być zamknięty w tej pułapce śmierci. Przyjąłem tę pracę tylko dlatego, że dała mi powód, by zostawić moją żałosną rodzinę na New Ceres.
‘Zamknij się, Coley. Nie przyszłam tu słuchać twojej historii życia.’
‘O? To po co przyszłaś?’
Kapitan wychyliła whisky, zanim przemówiła. ‘Choć boli mnie to przyznać, mamy mniej niż dwie godziny do bycia pyłem gwiazdowym; i zanim umrę, naprawdę chcę się wyruchać.’
Alan uniósł brew. Astrid wpatrywała się w jego oczy, twarz bez wyrazu.
‘Słuchaj, nie zrozum mnie źle; nie jestem w tobie zakochana czy coś. Jesteś po prostu najgorętszym tyłkiem na tej stacji i potrzebuję kutasa.’
‘A co jeśli powiem nie?’
‘Nie proszę o pozwolenie.’
Alan spojrzał w jej dzikie oczy. Nie blefowała. Alan był przekonany, że Astrid jest więcej niż zdolna do powalenia go na podłogę, jeśli zechce. Cóż, nie dało się temu zaradzić. I tak nie zamierzał odmawiać.
‘Chyba nie mam wyboru, co? Kiedy chcesz to zrobić?’
‘Teraz.’
‘Teraz?’ Alan omiótł wzrokiem pustą jadalnię. ‘Tutaj?’
‘Dokładnie teraz, dokładnie tutaj,’ potwierdziła Astrid z uśmieszkiem na chłodnej twarzy.
‘Przepraszam, ale mam problem z ogarnięciem tego.’
‘Proszę bardzo, weź swój czas; nie jakbyśmy mieli zaraz umrzeć,’ mruknęła Astrid.
‘Cóż, przepraszam za posiadanie moralności,’ warknął Alan. ‘Ale zazwyczaj nie rżnę kobiet w miejscach publicznych.’
Astrid pochyliła się bardzo blisko Alana. Czuł ciepło jej oddechu przyklejające się do twarzy.
‘Z mojej perspektywy,’ powiedziała cicho, ‘każdy, kto nas przyłapie, i tak będzie martwy za dwie godziny.’
Alan zawahał się przed mówieniem. Miała bardzo sensowny punkt. Jednak gdyby Astrid była lepiej poinformowana o sytuacji, prawdopodobnie nie zasugerowałaby absurdalnego pomysłu. Może powinien być szczerszy…
Gdy Alan rozmyślał, Astrid zdjęła wyprasowane spodnie i majtki, upuszczając je na podłogę.
‘Proszę, mechaniku,’ powiedziała, siadając na blacie przed Alanem. ‘Zakładam, że wiesz, jak lizać cipę.
Astrid oparła nogi na ramionach Alana, podciągając koszulę nieco wyżej dla lepszego dostępu. Alan odłożył wahania i rozchylił wargi Astrid, wślizgując język w jej głębie.
‘O tak…’ jęknęła Astrid. ‘To jest dokładnie to, czego potrzebuję.’
Kapitan położyła dłoń za głową Alana i pchnęła go bliżej. Ocierała się o jego twarz, czując, jak stres opuszcza jej mięśnie, gdy zanurzała się w cieple jego ust. Jej podniecenie rosło, płyn kapiący z jej wnętrza po brodzie Alana.
Astrid usłyszała syk otwierających się drzwi hydraulicznych. Dwóch niezdarnych naukowców weszło, wyglądając jak zagubione owce.
‘Hej! Wy nerdy spierdalaj –‘ Zdanie Astrid urwało się i głośny jęk wydobył się z jej gardła. ‘Po prostu…spierdalajcie.’
Naukowcy rzucili się do drzwi, potykając się o siebie w pośpiechu. Alan stęknął w krocze Astrid, gdy jego głowa została mocno złapana z tyłu. Już nawet nie lizał; Astrid po prostu tarła się o jego język.
‘Ah kurwa,’ jęknęła Astrid. ‘Trochę więcej. Potrzebuję tylko trochę więcej.’
Jej oddechy wychodziły w sapaniach, gdy pracowała cipką w usta Alana. Głowa Alana była wciskana coraz mocniej w wilgotne ciało Astrid. Czuł, jakby miał się udusić. Potem to ustało. Jej cipka zadrżała i ciało zadrżało.
Kapitan wydała głośne, pełne ulgi westchnienie, gdy jej pożądanie zostało zaspokojone. Alan cofnął twarz z jej krocza, z grymasem na twarzy.
‘Jesteś taką suką!’ splunął. ‘Zgodziłem się na seks z tobą, nie na bycie twoją zabawką!’
‘Przestań marudzić i wyhoduj kutasa.’
‘Twoja postawa naprawdę mnie wkurwia,’ powiedział Alan, patrząc na przełożoną z obrzydzeniem.
‘Cóż, to ulga,’ wyszczerzyła się Astrid.